Na chwilę zatrzymaj się by wiele przemyśleć.

72d

Bardzo głęboki i poruszający tekst.  Na chwilę zatrzymaj się by wiele przemyśleć.

                                                       TWÓRCA DUSZ
Najpierw usłyszałam pisk opon i dźwięk zgniatanej karoserii, potem poczułam przerażanie, szybkie i gwałtowne.
Nie moje — jej.
Ja czułam… ulgę. Wreszcie będę wolna, tak długo tkwiłam w tym ciele, tak długo jej umysł mnie niszczył. Zbyt długo. Czekam tylko na ostatnie bicie jej serca. Już ledwo je słyszę. Wiem, że nie ma więcej siły.
Trzy, dwa, jeden, jeden, jeden…
Cisza. Spadła na mnie tak nagle, że na początku nie wiedziałam, co się dzieje. Nie jestem przyzwyczajona do ciszy. Jej umysł ciągle krzyczał.
Ciepło. Przeniknęło mnie całkowicie. Dawno nie czułam ciepła. Jej ciało ogarnęło zimno wiele lat temu.
Światło. Tak czyste i piękne. Światło, którego ona mnie pozbawiła. Światło z domu dusz.
Nagle zobaczyłam Jego . Patrzył się na mnie i ułożył usta w uśmiechu. Chciałam go odwzajemnić, ale zapomniałam, jak się uśmiecha. Widząc to, podszedł do mnie i mocno przytulił. Tak jak tylko ojciec może przytulić dawno niewidziane dziecko.
— Twórco… – zdołałam wyszeptać.
— To nie jest jeszcze twój czas na powrót. Ona jeszcze walczy. Jej serce jeszcze bije – powiedział ze spokojem, nie wypuszczając mnie z objęć.
— Nie. Jej serce się zatrzymało. Nie słyszałam jego bicia – niemal krzyknęłam. Chciałam się bronić, choć on wcale mnie nie atakował.
— Nie słyszałaś, bo nie chciałaś już słyszeć. Tak bardzo pragnęłaś od niej odejść, że nie zauważyłaś, jak kurczowo trzyma się życia. Musisz wrócić, dusza może opuścić ciało dopiero po śmierci – upomniał mnie.
— Ale ona już nie żyje! – teraz krzyknęłam naprawdę. Usłyszałam w swoim głosie dźwięk rozpaczy – Umarła wiele lat temu. A ja wraz z nią. Spójrz na mnie! Czy tak powinna wyglądać dusza? Nie ma we mnie spokoju, nie ma we mnie ciepła, nie ma we mnie krztyny światła. Zabijała mnie godzina po godzinie, minuta po minucie. Nie jestem już żadną duszą – jestem jej karykaturą!
Wzrok Twórcy przenikał mnie na wskroś. Jakby chciał znaleźć we mnie jakikolwiek blask nadziei. Nie znajdzie. Jestem tego pewna.
— Jej żebra pękły jak zapałki, jedno z nich przebiło płuco, krew zalewa jej narządy, ale wciąż walczy. Dlaczego nie możesz też o nią zawalczyć?
Czułam nadchodzącą falę złości.
— Walczyłam o nią bardzo długo. Od samego początku. Przelewałam w nią światło, zapewniałam ciszę, obdarzałam miłością, odkąd po raz pierwszy zaczerpnęła powietrza. Na początku było wspaniale, była ciekawa życia, radosna i pełna energii. Mogłam jej pomagać bez problemu.
Po raz pierwszy jej serce złamało się, kiedy odeszła od niej matka, a ona została wysłana do obcych ludzi. Swojego ojca nigdy nie znała. Długo sklejałam jej serce, ale w końcu mi się to udało. Było łatwiej, była jeszcze dzieckiem, a dzieci wierzą w życie, nawet jeśli to pluje im w twarz. Ale potem nastały cięższe czasy. Mężczyźni, fałszywi przyjaciele, utracone szanse i zniszczone marzenia łamały jej serce na nowo, coraz boleśniej, coraz drastyczniej. Mimo to udało mi się tchnąć w nią życie¬ na tyle, że choć osłabiona, wstawała z łóżka gotowa na przyjęcie nowego dnia. Kolejny cios nastąpił, gdy zostawił ją narzeczony. Tydzień przed ślubem. Jak stwierdził, dlatego że się pomylił. Jego pomyłka kosztowała ją bardzo wiele. Był kolejną osobą, która ją opuściła, a ona nie potrafiła zrozumieć dlaczego. Zamknęła serce na wiele długich i pustych lat, a znalezienie odpowiedniego klucza, aby ponownie je otworzyć, pochłonęło mnie całkowicie. Ale i tym razem mi się udało, choć przyznam, że jej kruchość mnie przerażała. I nagle, zupełnie niespodziewanie, na jej drodze stanął pewien mężczyzna. Zaczął przywracać jej wiarę w drugiego człowieka, napełnił jej życie dziecięcą radością i światłem równie wartościowym jak to pochodzące od własnej duszy. Był pierwszym człowiekiem, który powiedział jej „tak” i „nie opuszczę Cię aż do śmierci”. Kilka miesięcy po dniu, w którym usłyszała od niego to słowo, zaczęło rodzić się w niej nowe życie. Odkąd dowiedziała się, że będzie miała dziecko, jej serce zaczęło się zmieniać. Z każdym dniem stawało się piękniejsze, silniejsze i pełne miłości. Fakt, że dawała komuś życie, sprawiał, iż odnalazła prawdziwe życie w sobie. W chwili gdy po raz pierwszy wzięła w ramiona swojego synka, śmiała się każda komórka w jej ciele, a światło bijące z jej oczu mogło zawstydzić samo słońce… Siedem tygodni później jej dziecko przestało oddychać. W nocy. Na zawsze… Nie ma takich słów w żadnym języku tego świata, żeby opisać ból, który ją obezwładnił. Śmierć synka wyssała z niej wszystko: szczęście, nadzieję, resztki miłości. Serce, które jeszcze chwilę wcześniej wydawało mi się niezniszczalne, nie złamało się – ono się rozkruszyło . Na wiele tysięcy kawałków. Próbowałam pozbierać choć część z nich, ale poniosłam porażkę, ponieważ dla niej każdy z odłamków stanowił symbol innej osoby, która ją opuściła. Przestała walczyć, uczyniła ze swojego męża wroga i tylko czekała, aż i ten ją opuści, a świat zaczęła traktować jako karę. Gasła i obojętniała, a ja razem z nią. Od śmierci synka minęły trzy lata, a jej ciało nafaszerowane zostało lekami na depresję. Otępiły one jej umysł, ale nie naprawiły tego, co ja powinnam naprawić. Jej serca… Ja… już… nie wiem, gdzie ono jest…

Nie byłam w stanie niczego więcej powiedzieć. Z całej siły próbowałam zachować spokój, ale i to mi się nie udało. Płakałam tak głośno, jak jeszcze nigdy wcześniej.
— Przepraszam. Tak bardzo przepraszam – wyjąkałam i upadłam na ziemię. Wstydziłam się swojej porażki.
– Zawiodłam ciebie, siebie, ale przede wszystkim zawiodłam ją.
Nagle poczułam silne ramię Twórcy. Ostrożnie, ale pewnie, postawił mnie na nogi.
— Płaczesz, a to znaczy, że jeszcze coś czujesz, a jeśli czujesz, to zostało w Tobie więcej z duszy, niż myślisz.
— Nie, jestem teraz nikim – wydusiłam z siebie, nie będąc w stanie spojrzeć Twórcy w oczy. Obrażając siebie, obrażam jego dzieło, ale nie mogłam uciekać od prawdy.
— Chodź, pokażę Ci coś – powiedział po chwili.
Podeszliśmy w milczeniu do wielkich, białych drzwi. Twórca nacisnął klamkę i uśmiechając się po nosem, obrócił się w moją stronę.
— Chcę, żebyś zobaczyła, nad czym teraz pracuję – powiedział i otworzył drzwi na oścież.
Blask wydobywający się z wnętrza na chwilę mnie oślepił. Kiedy moje oczy przyzwyczaiły się do światła, mogłam zorientować się, dokąd zabrał mnie Twórca.
— Twoja pracownia… – wydusiłam z siebie zachwycona, jednak po chwili dotarła do mnie straszliwa prawda. – Nie pasuję tutaj. Wszystkie te dusze są piękne, dobre i pełne nadziei. Ja taka nie…
— Ciii – przerwał mi Twórca i wskazał na stół znajdujący się na środku pomieszczenia – Spójrz tam.
Mój wzrok powędrował w kierunku stołu i… nagle ją dostrzegłam. Najczystszą, najpiękniejszą i najjaśniejszą duszyczkę, jaką można było sobie wyobrazić. Była malutka, jeszcze niedokończona, ale po jej cudownym blasku i niezwykłym cieple, którymi emanowała, mogłam stwierdzić, że jest przeznaczona dla wyjątkowej osoby.
— Mogę podejść bliżej? – zapytałam, nie odrywając od niej wzroku.
— Oczywiście – odparł Twórca, a w jego głosie wyczułam zadowolenie.
Z bliska dusza była jeszcze piękniejsza. Tak piękna, że nie mogąc się powstrzymać, dotknęłam jej. Kiedy tylko to zrobiłam, poczułam w sobie ciepło, a czarna poświata otaczająca mnie zaczęła powoli blaknąć. Mogłabym nawet przysiąc, że dostrzegłam w sobie promyk jej światła.
— To niemożliwe – wyszeptałam. – To nie jest możliwe.
Utkwiłam wzrok w Twórcy, a potem w tej małej duszy i nagle poczułam, że ze wszystkich sił muszę ją chronić. Chronić przed brakiem nadziei, przed zwątpieniem w rolę odgrywaną przez duszę, a przede wszystkich chronić przed utratą wiary w człowieka, którego dusza powinna strzec.
— Co się dzieje? Kim ona jest? – zapytałam Twórcę, choć wpływ, jaki wywarła na mnie duszyczka, sprawiał, że odpowiedź stawała się oczywista.
Twórca podszedł do stołu i z miłością w oczach spojrzał na swoje nowe dzieło.
— Ta dusza przeznaczona jest dla nienarodzonej jeszcze dziewczynki. Dziewczynki rosnącej pod sercem kobiety, która miała wypadek samochodowy. Dusza tej kobiety chwilowo się zagubiła, bo uważała, że nie jest już w stanie pomagać. Ale to nieprawda, pomagała tej kobiecie samą obecnością, nawet jeśli uznała, że obecność ta nic nie znaczyła. Dlatego chciałbym, aby ta dusza wróciła tam, gdzie wciąż jest jej dom i czekała na przybycie maleńkiego gościa.
Wtedy przypomniałam sobie, jak się uśmiechać. Usłyszałam w oddali bicie serca.
Wracam. Jeden, jeden, jeden… jestem.
.
Depresja – według Światowej Organizacji Zdrowia depresja stanowi w tej chwili czwarty, najpoważniejszy problem zdrowotny, dotykający ludzkość. Może dotknąć każdego, bez względu na wiek, płeć, zawód,czy wykształcenie.
Jeśli podejrzewacie u siebie albo u kogoś początki tej choroby, nie udawajcie, że problem nie istnieje. Działajcie!
.

znalezione w sieci
źródło/ http://workitgirl.pl/2016/02/22/tworca-dusz-miedzynarodowy-dzien-walk-z-depresja/

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>