Woda utleniona – domowy zestaw pierwszej pomocy

6650

Skuteczny zestaw pierwszej pomocy

O tym, jak w prosty i tani sposób zniszczyć bakterie namnażające się w uchu środkowym, poradzić sobie z zapaleniem zatok, bólem gardła i kaszlem, z JERZYM ZIĘBĄ, autorem książki „Ukryte terapie. Czego Ci lekarz nie powie”, rozmawia Jolanta Podsiadła.

Odebrałam dziecko ze szkoły i widzę, że jest jakieś nieswoje, niewyraźne. No nie, szykuje się choroba – myślę. Czy mogę jeszcze jej zapobiec?
– A ma pani w domu wodę utlenioną?

Taką zwykłą, z apteki?
– Tak, zwykłą 3% wodę utlenioną z apteki. Kładziemy dziecko na boku i wkraplamy mu do ucha 3–4 jej kropelki. Nie jest to nieprzyjemne, ale najpierw trzeba z dzieckiem porozmawiać i uprzedzić je, że będzie czuło i słyszało, jakby w uchu bzyczała mu mucha i skakały bąbelki. I niezwykle ważne – jeśli robimy to po raz pierwszy, dajemy testowo jedną kroplę. Zdarza się bowiem, że ktoś ma uszkodzoną błonę bębenkową (choć o tym nie wie), a wtedy nalanie wody utlenionej do ucha bardzo boli. Jeśli wszystko jest w porządku, odczekujemy około 10 minut, przekręcamy dziecko na drugi bok i powtarzamy zabieg. Jeśli uda się nam uchwycić problem odpowiednio wcześnie, gdy infekcja się jeszcze nie rozwinęła, nie zaatakowała gardła, to w 90 proc. przypadków już się nie rozwinie.

Ale dlaczego wkraplamy wodę utlenioną do ucha, przecież nie tędy dostają się do organizmu wirusy i bakterie?
– Nie tędy się dostają, ale tu się namnażają – to fakt znany od blisko stu lat. Już w latach 20. ubiegłego wieku niemieccy badacze zauważyli, że najczęstsze infekcje atakujące gardło są wywoływane przez patogeny namnażające się właśnie w uchu środkowym. Dlatego istotne jest, by zareagować szybko. I oczywiście taka kuracja jest dla wszystkich, nie tylko dla dzieci. Gdy ja czuję, że coś jest na rzeczy, wlewam sobie do ucha tyle wody utlenionej, ile się zmieści. Skutkuje.

A jeśli przegapiłam ten moment i gardło jest już czerwone, dziecko skarży się, że coś w nim drapie i boli?
– Wówczas polecam zastosować płukanie gardła. Do 1/4 czy 1/3 szklanki wody dodajemy około 2 łyżeczki od herbaty wody utlenionej oraz 3–5 kropelek płynu Lugola, czyli wodnego roztworu jodu (można go dostać w aptece bez recepty, kosztuje 5–6 zł). Tak przygotowaną mieszanką płuczemy gardło trzy razy dziennie. Warto przy tym podkreślić – co zostało potwierdzone badaniami – że żadna z bakterii nie potrafi uodpornić się na jod, jak ma to miejsce w przypadku antybiotyków. A zamiast wody utlenionej można też rozpuścić w wodzie sól himalajską.

A co z katarem, zapchanymi zatokami?
– Na to też jest prosty, skuteczny sposób. Do 5 ml soli fizjologicznej (może być też przegotowana woda) dodajemy 2–3 krople wody utlenionej. Układamy dziecko (lub sami się kładziemy) na plecach, z głową w dół, tak, by zwisała ona w kierunku podłogi. Przy użyciu zakraplacza dajemy roztwór soli fizjologicznej i wody utlenionej do jednej i do drugiej dziurki nosa. Jeśli zdoła się on dostać do zatok, może pojawić się uczucie silnego pieczenia w głowie i oczach. Nie jest to przyjemne, ale tak być musi. Wytrzymujemy w tej pozycji, ile zdołamy, potem wstajemy i wydmuchujemy nos. Nie należy się dziwić ani przerażać, jeśli wydzielina ma różne kolory tęczy. Jeśli taką kurację powtórzymy ze trzy razy dziennie, działanie jest naprawdę niesamowite, wręcz nieprawdopodobne. Widziałem pacjentów, u których udało się w ten prosty sposób pokonać bakterie zasiedlające zatoki, z którymi walczyli bezskutecznie i kilkanaście lat. To samo można zrobić, dodając zamiast wody utlenionej szczyptę soli  i 2–3 krople płynu Lugola.

W zestawie dolegliwości wywoływanych infekcjami jest też kaszel, a nawet wymioty, jeśli katar spływa po wewnętrznej ścianie gardła. Co wtedy?
– Zagotowujemy rondelek wody, dodajemy 2 łyżki sody i robimy inhalacje. To wszystko są naturalne, szybko działające i bezpieczne metody, które nie niosą skutków ubocznych. Oczywiście, jeśli objawy infekcji nie ustąpią w ciągu dwóch, trzech dni, idziemy z dzieckiem do pediatry. Ale bardzo często nie jest to już potrzebne, bo domowa kuracja zadziała.

Jeśli jesteśmy przy dzieciach, muszę zapytać, choć to zupełnie inne schorzenie – czy możemy je ustrzec przed cukrzycą typu 2, która powoli staje się plagą wśród nastolatków?
– To szeroki temat, na następną rozmowę (zamieścimy ją w kolejnym numerze – przyp. red.), ale proszę zwrócić uwagę, że jeszcze czterdzieści lat temu cukrzyca typu 2 była chorobą ludzi w wieku 50+ i stosunkowo rzadko diagnozowano ją u dzieci. A dziś sami się do tego przyczyniamy, nierzadko działając w dobrej wierze.

Jak to?
– Posłodziłaby pani dziecku herbatkę owocową siedmioma łyżeczkami cukru?
Nigdy w życiu!
– To proszę uważnie przeczytać etykietę na butelce soku, który kupujemy dzieciom z przekonaniem, że dajemy im
coś wartościowego. W 100 ml soku czy napoju jest zazwyczaj powyżej 10 gramów węglowodanów, czyli dwie pełne łyżeczki cukru (jedna pełna łyżeczka cukru to około 5 gramów). Rachunek jest prosty – standardowa buteleczka
soku ma 330 ml, czyli jest w niej siedem pełnych łyżeczek cukru. I proszę, możemy porozmawiać następnym razem,
co dzieje się w organizmie, gdy bez umiaru dostarczamy mu węglowodanów, z których najbardziej zdradliwe są cukry proste.

 

Artykuł pochodzi z wydania „Natura i Ty – Wydanie 3-4/2015″.
/http://www.naturaity.pl/

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>