Równowaga kwasowo-zasadowa

17352iwki

Każdy z nas wie choćby ze szkoły jak ważna dla zdrowia jest równowaga kwasowo-zasadowa. Uczyliśmy się o tym, że generalnie mięso, nabiał, słodycze i produkty zbożowe są kwasotwórcze, a warzywa i owoce zasadotwórcze. I że musimy jeść warzywa i owoce dla zdrowotności. Co z tą wiedzą potem robimy? Ano nic! Jednym uchem wleciało, drugim wyleciało. Zakuć, zdać, zapomnieć. Jemy i tak głównie to co nam smakuje, a nie to czego akurat nasz organizm potrzebuje od nas dostać.

W większości są to niestety produkty kwasotwórcze: zbożowe, mięsne, nabiałowe i na deser oczywiście nie może zabraknąć słodyczy i kawki, a czasem i drinka z czymś mocniejszym „dla zdrowotności”. Warzywa? Jak już to jedynie w roli skromnej przystawki do obiadu, ewentualnie listek sałaty dla dekoracji. Owoce? Najczęściej w postaci sklepowych pasteryzowanych soków albo gotowych produktów „o smaku” (na przykład truskawkowym): lody, syropy, napoje, nadziewane czekoladki, słodkie „owocowe” serki czy jogurciki… I tak latka mijają, a my czujemy się i wyglądamy coraz gorzej. Zmęczenie, brak energii, cellulit, ciemne kręgi pod oczami, nadwaga, rozdrażnienie, zmniejszenie jasności umysłu, wieczne niedospanie, bóle stawów, infekcje… To pewnie starość, tak musi być. Idziemy do lekarza, a ten mówi nam to samo: to wiek, to geny, taka nasza uroda, niektórzy tak mają, czasem tak po prostu się zdarza, cóż zrobić, trzeba nauczyć się z tym żyć. I tym podobne banialuki. A co tak naprawdę jest przyczyną?

Przyczyną jest to, że powoli, systematycznie, posiłek po posiłku dopuszczaliśmy się zbrodni na naszym posiadanym w jedynym egzemplarzu organizmie. Żarliśmy słodko, mięsnie, nabiałowo i kawowo (lub coca-colowo, albo jedno i drugie). Najczęściej też za dużo. I to wcale nie tego jedzenia, które dostarcza do naszego systemu potrzebnych mu do przemian biochemicznych składników.
Na polskich stołach króluje jedzenie przetworzone, jak nie przemysłowo to domowo.
Takie menu znajdziemy nie tylko w wielu polskich domach, ale też w szpitalach, restauracjach, placówkach opiekuńczych, na koloniach oraz w szkolnych i pracowniczych stołówkach. Po prostu wszędzie. Obraz nędzy i rozpaczy. Zakwaszająca plaga! Nie wiem jak w więzieniu, ale w szpitalu to już na pewno nawet i tego marniutkiego plasterka pomidorka lub listeczka sałaty Ci nie dodadzą. Bo w polskich szpitalach pomimo, iż wszyscy obywatele pracujący miast i wsi płacą przez całe życie bardzo wysokie i do tego przymusowe „składki” na tak zwane „ubezpieczenie zdrowotne” to pacjentów żywi się jak wszystkim wiadomo.
Więc jak nie chcesz tam trafić to lepiej zadbać o siebie zawczasu. Przy czym przez długie lata nic się szczególnego nie dzieje. Organizm jest bowiem zaprojektowany na utrzymanie nas za wszelką cenę przy życiu, nawet gdy robimy rzeczy głupie i szkodliwe. Ma on wbudowany przemyślany bardzo inteligentnie cały system buforujący nasze zakwaszające poczynania i wydalający nadmiar kwasów. Służą mu do tego zarówno bufory we krwi jak i drogi oddechowe (przez płuca wydalany jest zakwaszający dwutlenek węgla) czy przeznaczone do tego organy (nerki, skóra).

Generalnie cała nasza życiowa maszyneria to jedna wielka fabryka kwasów, nasz organizm non stop produkuje kwaśne metabolity. Z wiekiem więc powinniśmy coraz większą dbałość wykazywać o to co wkładamy do środka i jak żyjemy. Bo gdy wyrośniemy z lat młodzieńczych to oprócz ubogiego w składniki odżywcze jedzenia dochodzą nam jeszcze pozadietetyczne zakwaszacze jak stres, niedosypianie i nieruchawy tryb życia (czyli niedotlenienie). Jeśli zaś z jakąś dolegliwością zgłosimy się do lekarza, to dostaniemy na nasze symptomy jakiś farmaceutyk, z których ani jeden alkalizujący nie jest. Wręcz przeciwnie – wszystkie leki zakwaszają dodatkowo. I tak pomalutku ani się nie obejrzeliśmy – jesteśmy w błędnym kole. Nie wiemy dlaczego ustrój odmawia posłuszeństwa, leki pomagają na krótko, nie wiemy też jak z tego wyleźć. A bardzo chcemy czuć się w końcu dobrze! Najczęściej do głowy nam nie przyjdzie, że zwyczajnie jesteśmy zakwaszeni.
Ale co to w sumie znaczy „być zakwaszonym”?
W naszym ciele Matka Natura wszystko drobiazgowo przemyślała. W jednym miejscu jesteśmy bardzo alkaliczni, a w innym bardzo kwaśni i tak musi być. To nie jest tak, że organizm jest w całości kwaśny albo w całości alkaliczny. Wszystko jest idealnie zaprojektowane aby sprzyjać życiu i to zdrowemu życiu. Przedziały zdrowe są bardzo wąskie. Ciało funkcjonuje prawidłowo jedynie w tych wąskich fizjologicznych przedziałach pH i nawet niewielkie odchylenia stanowią ryzyko dla zdrowia. Na przykład:
- skóra ma kwaśne (3,5-5,5) pH w celu ochrony przed bakteriami
- krew tętnicza ma zasadowe pH (7,35-7,45) ale krew żylna już mniej zasadowe z uwagi na mniejszą zawartość tlenu, a większą dwutlenku węgla (7,32-7,42)
- sok żołądkowy ma pH 1-2,5 bardzo niskie. To pierwsza linia obrony przed mogącymi dostać się do środka drogą doustną bakteriami. To dzięki niemu małe dzieci mogą bezkarnie brać do ust upaćkaną brudem zabawkę, a nawet jeść ziemię.
- wątroba ma neutralne pH 7, choć wydzielana przez nią żółć z kolei jest zasadowa (pH 7,4-8,8). Jama ustna ma neutralne lub lekko zasadowe (dzięki ślinie) pH dzięki czemu nasze szkliwo na zębach jest chronione. To dlatego gdy bierzemy do ust coś kwaskowatego następuje natychmiastowy wyrzut alkalizującej śliny do jamy ustnej.
- w jelitach panuje kwaśne pH (5-6,9 w zależności od miejsca) co zapobiega namnażaniu się szkodliwych patogenów, a umożliwia pracę dobrym bakteriom, które dla nas produkują różniste dobre rzeczy: witaminy z grupy B, witaminę K oraz hormon szczęścia, serotoninę.
- mocz jest najczęściej poddany zmianom pH a jego kwasowość zależy w dużej mierze od naszej diety i stylu życia. Może wahać się od pH 4 (bardzo kwaśny) do pH 8-9 (bardzo zasadowy). Takie skrajne wartości nie są zdrowe. Fizjologiczne pH moczu u zdrowo odżywiającego się człowieka powinno wynosić pomiędzy 6,5-7,5.
Wartości poniżej 6,5 mogą wskazywać na błędy w diecie (np. dieta wysokobiałkowa, za mało warzyw, za dużo słodyczy), przewlekłą chorobę degeneracyjną lub autoimmunologiczną. Natomiast wyższe pH niż to zdrowe może być np. oznaką katabolizmu spowodowanego traumą (urazem, operacją chirurgiczną) lub choroby nerek i wynika często z podwyższonej ilości silnie zasadowego amoniaku w moczu. Taki mocz ma też specyficzny, nieprzyjemny zapach.

Na co jeszcze wskazuje pH moczu? Określa zasoby naszych pierwiastków zasadotwórczych, nasze buforujące zasoby alkalizujących i aktywujących enzymy minerałów np. magnezu, wapnia, potasu, cynku itd. Otóż jak wiemy ze szkoły do pierwiastków zasadotwórczych należą: magnez, potas, sód, wapń, tlen. A z mikroelementów np. żelazo, chrom, selen, cez, german, rubid, bor, cynk.
Natomiast pierwiastki kwasotwórcze to chlor, siarka, i mikroelementy takie jak np. fluor, brom, jod (czyli halogeny), miedź, fosfor, krzem. Dlatego np. cytryny czy zakwas buraczany choć kwaśne w smaku to alkalizują ustrój: mają w składzie bardzo dużo pierwiastków zasadotwórczych. Mięso, ryby, nabiał, zboża mają z kolei mało w sobie pierwiastków zasadotwórczych, a więcej kwasotwórczych (np. siarki).
Cukier nie zawiera żadnych pierwiastków, ale do jego zmetabolizowania ustrój potrzebuje tych zasadotwórczych i pobierze je najpierw z miejsc, z których może to zrobić bez większej szkody dla funkcjonowania całości systemu (np. zęby, potem kości, potem mięśnie). To nie tak do końca prawda, że cukier niszczy zęby tylko poprzez kontakt z nim w jamie ustnej. On potrafi to zrobić doskonale również działając „od środka”.
Na drugim białą mąkę, która robi dokładnie to samo – sama nie ma odpowiedniego ładunku minerałów, ale kradnie ją z naszych organów, aby zostać zmetabolizowana.
Jeśli nie spożywasz śmieci czyli nie wpuszczasz do środka złodziei, to Twoje ustrojowe zasoby alkalizujących pierwiastków są wystarczające, a ich nadmiar jest wydalany właśnie wraz z moczem, dzięki czemu pH moczu pozostaje w zdrowym przedziale 6,5-7,5. Jeśli natomiast cierpisz na deficyt tych zasadotwórczych pierwiastków, to pH moczu będzie bardziej kwasowe, a Twoje komórki stają się nieszczęśliwe – procesy biochemiczne mogą nie przebiegać prawidłowo, organizm wkłada coraz więcej wysiłku by utrzymać homeostazę, sygnalizując Ci jednocześnie rozmaitymi sposobami swoje coraz bardziej rozpaczliwe wołanie o pomoc.

Dosyć łatwo jednak dostarczyć jonów tych potrzebnych zasadotwórczych pierwiastków po prostu zmieniając dietę na bardziej alkaliczną, pełną świeżych warzyw i owoców obfitujących w pierwiastki zasadotwórcze. Wystarczy kilka-kilkanaście dni wysokowarzywnej diety, aby pomiar zbliżył się do zdrowego przedziału, a zasoby alkalizujących pierwiastków w ustroju osiągnęły optymalny poziom. Dr Rusell Jaffe zaleca aby początkowo ustalić menu składające się w 80% z pokarmów alkalizujących i 20% pokarmów zakwaszających aby zoptymalizować swoje rezerwy alkaliczne.

Ktoś pytał mnie w listach czy nie wystarczy w celu odkwaszenia łykać specjalne zasadowe proszki albo nawet pić sodę. Nie polecam regularnego picia roztworu sody oczyszczonej w celu zalkalizowania ustroju: w ten sposób czynimy szkodę dla naszego kwasu żołądkowego neutralizując go, a jego kwaśne pH jest nam niezbędne dla zdrowia. Ponadto dostarczymy sobie z minerałów zasadotwórczych jedynie jednego czyli sodu, a mamy sobie dostarczyć całe ich bogactwo jakim nas Matka Natura obdarzyła. Nawet proszki zasadowe są w porównaniu z warzywami kiepskim źródłem tych minerałów, a ich skład czasem woła o pomstę do nieba (np. dodane syntetyczne słodziki, rozmaite wypełniacze i inne śmieci).

Zatem nie ma wyjścia jak polubić dary Matki Natury czyli warzywa i owoce oraz umiarkowany ruch na świeżym powietrzu aby się porządnie i trwale odkwasić odzyskując na stałe zdrowie i witalność. To najtańsze wyjście i najskuteczniejsze. Tu nie ma dróg na skróty. Alternatywnie zawsze można wybrać wyjście dużo droższe i dużo mniej skuteczne, czyli polubić wizyty lekarskie, łykanie farmaceutyków przejściowo likwidujących symptomy kosztem skutków ubocznych, kolejne pobyty w szpitalach i podłe, coraz podlejsze samopoczucie przez resztę Twojego życia. Pamiętaj, że zawsze masz wybór.

Węglowodany (warzywa, owoce, strączki) są zarąbiste pod warunkiem, że ma się przewód pokarmowy w nienagannym stanie. Tłuszcze też nie są złe (te naturalnie zawarte w darach natury rzecz jasna).

Generalnie kasze zakwaszają, z wyjątkiem prosa (jaglanka). A warzywa pryskane myję w sodzie i nie przejmuję się opryskami, bo wychodzę z założenia, że w śmierdzącym spalinami miejskim powietrzu jest więcej toksyn niż na tych umytych w sodzie warzywach. Tylko że to powietrze nie zawiera żadnych związków chroniących moje zdrowie przed toksynami, podczas gdy warzywa takie związki ochronne i odtruwające posiadają i to w obfitych ilościach, pryskane czy nie.
To zresztą wielka frajda obserwować poczynania swojej maszynerii(organizmu), dopiero wtedy zaczynamy zdawać sobie sprawę ile tak naprawdę zależy od nas, od tego co robimy, co jemy, jak żyjemy

Twój organizm potrzebuje PRZEDE WSZYSTKIM składników odżywczych: witamin, minerałów, tysięcy rozmaitych fitozwiązków, błonnika, rozmaitych kwasów tłuszczowych itd.
Natomiast wiele chorób powstaje z NADMIARU KALORII, bo organizm choć przekarmiony to jest zwyczajnie niedożywiony (w dużej mierze przetworzonymi śmieciami) i woła o więcej jedzenia, w nadziei, że nareszcie dostanie to co mu potrzebne.

Ciało całymi latami nieprawidłowo traktowane potrzebuje czasu aby powrócić do równowagi

źródło http://www.akademiawitalnosci.pl

Zobacz również

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>